- Ala -

<< powrót



Tam


To miejsce cichutkie
Przyjaźń się nazywa,
Tam zabrałeś mnie wczoraj,
Tam byłam szczęśliwa.

Tam się rumieniłam
Gdy mój opór konał,
Gdy dreszcze majaczne
Błądziły po ramionach.

I po mojej szyi
Białej, waniliowej
Twoje głodne usta
Gorące zmysłowe.

Aż mi z ciała brzegów
Dusza uleciała
W środku rąk zamkniętych
Usta Ci oddałam.

Tam Twoje kocham
Z moją łzą zmieszane
Tam moje cierpienie
-Niewypowiedziane.


Vincentowi






Tobie


W moich słowach
Jest taki wiersz
Przeznaczony wyłącznie
Dla Ciebie.

W moich ustach
Jest taka pieśń
Ale Ty jeszcze
O tym nie wiesz.

Jest we mnie
Taka cześć
Że nawet w myślach
Klęczę przed Tobą.

Więc na płycie
Napiszcie mi:
Bałwochwalczą
Spętana chorobą.






Za łzę


Nie wiesz jaką cenę
Z rozkoszą zapłacę
Za Twą jedną łzę szczęścia,
Którą sama zobaczę.
A tego, co poczuje
Moje serce ułomne
Nikomu nie oddam
Nigdy nie zapomnę.


Ukochanemu






Wrzosy


Cicha leśna polana
I fiolety we wrzosach,
Zazdroszczą Ci srebra
Gdy błyszczy w Twych włosach.

Zazdroszczą też gwiazdy
Gdy patrzą Ci w oczy,
Że nigdy tak do nich
Nie wzdychałam w nocy.

Zazdrości i księżyc
Gdy poświatę swą snuje
Że tylko Ciebie
Tak z oddaniem całuję.

Więc głowę szczęśliwą,
W pierś Twoją wtulam
I słodko, najsłodziej
Wsród wrzosów się rozczulam.






Z Tobą


Mijam domy, latarnie, jakieś schody po drodze
Stęskniona i zimna , w drzwi twoje wchodzę.
Odwijasz z mojej szyi, długi szal tęsknoty,
Wzrok mąci mi obraz i czuję zawroty.

Sukienkę i troski , w dzikim szale zrywasz,
I płaszczem zachwytu, całą mnie okrywasz.
Widzę i czuję wśród gorąca błękity,
A wczoraj i jutro, to obraz rozmyty.

Tysiącem ust i dotyków po mnie wirujesz,
Więc żyję nareszcie, lecz już siebie nie czuję.
O tym wszystkim tak bardzo powiedzieć ci chciałam,
Tylko słów już nie było, bo je cisza porwała.






Zdradzam


Pytasz mnie mój miły
O czym w nocy snię?
Gdybym Cię choć widziała...
Cóż, tu obcieram łzę.

Wiem jaki jesteś
Choć nie wiem jak wyglądasz,
Gdy z myślą śpię o Tobie,
O zdradę posądzasz?

Więc daruj tę zdradę
O wybaczenie proszę
Gdy w poduszkę się zamieniasz,
Bo sama spać nie znoszę.

I wszystko aż mnie boli
Po tak upojnej nocy.
Wiem, znowu się uśmiechasz
I jesteś w tym uroczy.







Lunatyczka


Urzeczony lśnieniem księżycowej rosy,
Wplątałeś mi srebrne szepty we włosy.
Rozdzwoniły się cicho dzwoneczki liliowe,
Składając w muzykę, krople kryształowe.

Posłyszał te nasze miłosne wyznania,
Promień księżyca, co nas odsłaniał.
Seledynem brokatu posrebrzył nas dwoje
I czarownym snem, księżycowych ukojeń.

Tą mgłą zapomnienia, splątani, spowici,
Trwamy tak nadal bezwstydnie niesyci,
Więc gdy tylko postrzegę to światło na niebie,

Lunatyczką się staję i idę do ciebie.
I odkąd w twej mocy jestem uśpiona,
Na świetlistej linie trwam zawieszona.


Dedykacja: Pinokio, dla Ciebie od Twojej Tęczy




<< powrót