T O R E R O
On kocha ją, on kocha ją
ale czy pragnie, czy pożąda?
On kocha ją, on kocha ją
Gdy tysiąc oczu nań spogląda.
On kocha ją, on kocha ją
ale czy pragnie tak do końca?
On kocha ją, on kocha ją
zawsze w popołudniowych słońcach.
Ona wpierw lekko rozpostarta
na nisko pochylonych rogach
potem brzemienna ostrym bólem
na chwiejnie stąpających nogach.
Kopyta wryte w piach areny
Już gotujące się do skoku.
On wie: uderzyć musi z góry,
on wie: nie wolno nigdy z boku!
On kocha ją, on kocha ją
lecz czy pożada jej, czy pragnie?
On kocha ją, on kocha ją
lecz co w swym sercu skrywa na dnie?
On kocha ją, on kocha ją-
uczucie wielkie, nieodparte,
on kocha ją, on kocha ją-
groźną i piękną La Muerte.
O, La Muerte, mroczna, słodka,
jeśli go weźmiesz w swe ramiona
w niedzielne jasne popołudnie,
publiczność będzie zawiedziona.
O, La Muerte, La Muerte,
niechże cię dzisiaj inni zajmą,
a jemu daj zamiast spełnienia,
na pocieszenie tryumf daj mu!
Niechże cię jeszcze dalej kocha,
choć nie pożąda cię, nie pragnie.
Wiesz przecież: na arenie nigdy
żadna kurtyna nie opadnie.
Więc zanim słońce się pochyli,
nim zacznie wczesny zmierzch zapadać
niech bezwzajemne to spełnienie
zastąpi krótka estocada.
W popołudniowym tym spektaklu
tylko was dwoje bohaterów.
Ole, Muerte! - tak on woła-
a tlumu wrzask: ole, torero!
Lecz kiedy wreszcie się przydarzy
coś, czego nie da się naprawić,
nikt się nie dowie nigdy czy to,
to była miłość czy nienawiść.