- Lev Tarnopolski -

<< powrót



EX NIHILO


Nie chcę być zwierciadłem, ani też rysunkiem
Chcę tworzyć jak Bóg, z niczego, od nowa;
Nie chcę być pra-dawnych wieszczów wizerunkiem, Chcę iść przez grecki Parnas z podniesioną głową.

Nie wszystkie wieszcze słowa są wypowiedziane,
Na czasy współczesne jeszcze coś nam zostało,
Nie wszystko piękno w świecie już namalowane,
Muza wciąż nas obdarza , nie dużo, nie mało.

Więc piszę jak myśl leci, i jak serce czuje
Spostrzegam, opiewam, daję radość innym
Zachęcam i radzę, rzadko krytykuję
I upajam przyjaźnią jakby gronem winnym.






PAŹDZIERNIK


Kropelki deszczu sztukają w okno
Kosmosu łzy tajemnicze
Pod oknem smutno, nagie drzewa mokną
I świecą latarnie, znicze

Chmurny, deszczowy Październik nastał
Pożółkły drzewa zielone
Jesienna liczba drzew bezlistnych wzrasta
I ptaszki w ciepłą mkną stronę

Ja, gdybym nieba przestrzeń znał matową
I słyszał szepty gwiazd odległych sfer
Do nich skierowałbym mą łódź życiową
I parł przez burze, krzepko dzierząc ster

Gdybym porannej gwiazdy znał spojrzenie
Planety, słońca, lub księżyca gwary
Do nich bym posłał wieczorne marzenie
I na nich spełniałbym mych snów puchary.






Jesień


Przybliża się miarowo Wrzesień stary
Jesień wnet wyzłoci w krąg zielony las
Sprężystym winem spłyną wnet puchary
A wieszcz by rzekł to westchnień nadszedł czas

Ptaszki odlecą wnet w odległe kraje
Przez pole drobnym krokiem przejdzie deszcz
Pójdźmy gdzie przyszłość nam wyszumią gaje
I dziwy nam opowie dąb najstarszy wieszcz

Wiatr więdnące kwiaty do snu ukołysze
Góry westchną piersią granitowych skał
Szmer rzeki uzmysłowi nadchodzącą ciszę
A ja modlitwy wzniosę, by czas w miejscu stał

Morze zakołysze się w słonecznym blasku
Zapłacze krzykiem mew nad letnim dniem
Muszle drobnych małżów rozrzuci po piasku
I falą w brzeg uderzy przed zimowym snem

Młodość rozbudzona bzów zapachem, Wiosną
W zacisza sadów, gaje zwróci krok
Zaśpiewa zimy, wiosny, lata pieśń radosną
I zacznie z nową werwą szkolny rok.






DLA CIEBIE


Niech jak po burzy, czas w cichej przystani
Będzie dla ciebie ten zbiorek ubogi
Gdy los nas rozłączy i będziemy sami
Niech uśmiech da ustom, w raju wiedzie progi

Jakoś wpisałem gdy zrozumiałem
Czym będę dla ciebie, dziewczyno
Jak podarunek, jedynie wspomnieniem
Gdyż dni moje w bezkres dziś płyną

Byś nie poznała życia katusze
Byś w szczęściu zawsze wzrastała
By wieczna miłość objęła twą duszę
By twarz twa radością się śmiała

Ja się w mgłę siną cicho oddalę
Duch mój tułaczem zostanie
Aż się przed tronem Władcy pożalę
Na takie długie rozstanie

I może los pozwoli, że wrócę do ciebie
I znowu popatrzę w twe niebieskie oczy
Może znów będę, jak gwiazdy na niebie
Wskaźnikiem życia i słowem proroczym.

Raz jeszcze czerwień twych ust pocałuję
Warkocze twych włosów pogładzę
I znówu w daleki świat poszybuję,
Lecz kiedy? Losy nie zdradzą.




<< powrót