- Karol Mizerski-

<< powrót



Kroczę ciemną doliną

Kroczę ciemną doliną
Cienie minionych dni
Bezszelestnie przemykają
Ich skostniałe dłonie
Drapią i napierają

Nadchodzą wspomnienia
Uparcie kruszą mury
Które z mozołem wzniosłem
Nie umiem ich powstrzymać

Z mroku wyłaniasz się Ty
Widzę Twoje zatroskane oczy
I znów czuję
Choć miałem być kamieniem

Wznoszę miecz
By zabić Cię w sobie
Nie umiem zadać ciosu
Wolę przebić nim siebie

Oddalasz się znikasz
I znów chłodna ciemność
Otula mnie zewsząd
Noc we mnie trwa
I zawsze już trwać będzie






Jasność

Nadszedł dzień z dawna czekany
Rozstępują się chmur czarnych bałwany
Pierwsze promienie na twarz mą padają
Mroczny całun na wskroś przebijają

Czas najwyższy opuścić ciemności
Odnaleźć do świata krzynę miłości
Rozpostrzec skrzydła dotąd skurczone
Zrzucić kajdany znienawidzone

Demony słabną w blasku dania
Nadchodzi koniec ich władania
Staję się panem siebie samego
Nie ulęknę się zła już żadnego






Pamiętaj o mnie

Jeśli rację mają
Którzy odmawiają
Bogu istnienia
Duszy odrodzenia
Po śmierci mnie czeka
Niebytu martwa rzeka

Myśli me odpłyną
Uczucia zaginą
W pustkę opadnę
I cały przepadnę

Tyś nadzieją mą
Szansą jedyną
Jesteś wybawieniem
Przed zapomnieniem

Wśród ciepła Twojego
Serca dobrego
Znajdź proszę dla mnie
Kącik gdzieś na dnie

Daj życia namiastkę
Czasem wspomnień garstkę
Bądź ostoją mą
Gdy inni zapomną




<< powrót