- Krzyszt off -

<< powrót



  1. Do muzy

    Pamiętam tamtą cudowną chwilę:
    O muzo, ty przyszłaś do mnie w gości,
    Jak zjawa mimolotna i miła,
    Jak geniusz najczystszej miłości.
    W mękach smutku beznadziejnego
    Ciągnęły się spokojnie dni moje,
    Bo dźwięk twego głosu delikatnego
    Napełniał moje ciemne pokoje.
    Szły lata. Życia gwałtowne wiatry
    Rozwiały moje byłe marzenia
    I ja zapomniałem twój głos delikatny,
    Głos cichy skrytego natchnienia.
    W samotnej ciszy, w mroku więzienia
    Ciągnęły się marnie dni mej młodości
    Bez bóstwa, bez tamtego natchnienia,
    Bez słów, bez życia, bez miłości.
    Dla mej duszy nastała przebudka,
    Wróciłaś do mnie, muzo młodości,
    Jak zjawa mimolotna i krótka,
    Jak geniusz najczystszej miłości.
    Znikły beznadziejność i cierpienie,
    Bo dla mnie zmartwychwstałaś ty
    I bóstwo, i skryte natchnienie,
    I piękne życie, i miłość, i łzy.




<< powrót