Bezszelestnie
Kiedyś było tak zielono,
Wokoło pachniało rosą.
Młodość przesuwała góry,
Szczęśliwa, głodna i boso.
Nie brakowało niczego:
Ani wody, ani słońca.
Beztroska głupota z fantazją —
Byle do końca miesiąca.
Potem nie głodno, nie boso,
A wody i słońca wciąż mało.
Full wypas i mały luksus
I wciąż czegoś brakowało.
Zły wiatr potargał wspomnienia,
Zimny grad stratował łąki.
Kwiatom zabrała woń susza,
Wyżółciła życia strąki.
Nie zdążyłem się pożegnać,
Bo dawno już Cię tu nie było.
Odeszłaś cicho, bezszelestnie
I tak się wszystko skończyło.