Poezja

E.E. Jeziorek

E.E. Jeziorek

Brda

Po zeszłorocznym narzekaniu
wciąż jeszcze się sobie dziwię,
że w dziczy znów wylądowałem
i znów na kajakowym spływie.

Zbrzycą i Brdą „się spływaliśmy”,
kajakarze i kajakarki.
Oj, ciężko było chwilami bardzo,
ale najstraszniejsze były ranki.

Na starcie świeciło zdrowo słońce,
miały czym kusić kajakarki,
oczy latały mi z obłędem,
ale najstraszniejsze były ranki.

Potem machanie wiosłami,
po piwie na siusiu przystanki,
ręce zbolałe, nogi zdrętwiałe,
ale najstraszniejsze były ranki.

Namioty w deszczu rozbijane,
na gazie zgłodniałe garnki,
do kromki chleba puszka piwa,
ale najstraszniejsze były ranki.

Potem balanga przy ognisku,
kubki rządziły i szklanki,
śpiewy syciły puszczy głuszę,
ale najstraszniejsze były ranki.

Wpychanie w kajak bagaży,
na rzece rwącej wywracanki,
bąble na ciele od komarów,
ale najstraszniejsze były ranki.

Budziłem się z głową w menażce,
ze świecącą na czole latarką,
ze szczoteczką do zębów w ustach,
tęskniąc za wody czystej szklanką.

I jaki będzie z tego morał,
kajakarze i kajakarki?
Spływ kajakowy – super sprawa,
choć straszne bywają ranki.