Ryzyko pacjent
Wśród ciemnej nocy koło północy
zbudził mnie ucisk w piersiowej klatce.
Ręka zdrętwiała, o Boże, to zawał!
Bo jestem ryzyko pacjent.
Ucisk rytmiczny wokoło mostka
serca mojego utrudnia bicie.
Czuję, jak stopy mi więdną w kostkach,
próbuję, lecz nie mogę krzyczeć.
Ręką panicznie ratunku szukam
obok, w pościeli mojej żony.
O Boże! Jej nie ma, a ja umieram,
sam jeden jak palec, opuszczony.
Słyszę sapanie jakby nie moje,
czuję mocniejszy ucisk w klatce.
To zawał, nikt mnie nie uratuje,
bo jestem ryzyko pacjent.
Ostatkiem woli, zdrętwiałą ręką,
nocną zapalam lampkę omackiem
i widzę nade mną falującą żonę,
wspartą rękami na mojej klatce.